Szukam czasami nowości i inspiracji. Oczywiście bez szaleństw cenowych, bo uważam, że dla kilkunastu zdjęć nie warto inwestować zbyt wiele.
Zamarzyła mi się jednak sesja mama-dziecko a to za sprawą mojej Marity, której kobiece, piękne, pełne kształty mogą przywołać i tłumaczyć "lalkowy" instynkt macierzyński😉😊
Potrzebne jednak było dziecko. Kiedy zauważyłam w sieci śliczną, małą istotkę, wielkością odpowiadającą skali 1/6, nie mogłam się nadziwić, że cena jest taka wysoka.
Wiadomo: nowość i do tego fajnie wykonana, więc nie ma się co dziwić.
Mowa oczywiście o Zuru My Mini Baby w kapsułach niespodziankowych.
Odczekałam jakiś czas i trafiłam w sklepie stacjonarnym ofertę w dobrej cenie, więc...wzięłam dwie. Marzyła mi się kula z bliźniętami w podwójnym wózeczku, ale rzeczywistość okazała się inna. Trafiły mi się dwie laleczki (na dodatek o tym samym kolorze skóry!). Jedna w chodziku z firaneczką a druga z wagą.
Maluchy są naprawdę słodkie, choć jedno z nich ma wgłębienie (szramę) na czole i to jest trochę rozczarowujące. Poza tym są takie miłe w dotyku, miękkie i delikatne, jak niemowlaki 😄W pierwszej chwili rozważałam, czy mamą nie uczynić ślicznej, ciemnoskórej Elle, ale uznałam, że Marita lepiej "zagra" mamę, albo nianię. Nie bez znaczenia jest kształt jej dłoni, którymi przytula dziecko i odpowiednio je trzyma. To - moim zdaniem - dodaje realizmu na zdjęciach, co jest dla mnie bardzo istotne.
Kolor skóry dziecka jest nieznacznie ciemniejszy niż Marity, ale już tak to zostawiam, bo bardzo mi się oboje podobają na zdjęciach i myślę, że fajnie razem pozują.
Marita jest w nowej sukni, wykonanej specjalnie dla niej. Chciałam, aby była jasna, z delikatnym dekoltem oraz szerokim dołem. Zrobiona jest na drutach z moheru. Z boku ma wysokie rozcięcie.
Zapinana na plecach za pomocą skrzyżowanych szelek.
Zrobiłam też dwa beciki dla malców: jeden w kolorze niebieskim a drugi biały. Okazało się jednak, że dzieciaczek jest tak drobny, że musiałam włożyć jeden w drugi i dopiero wtedy fajnie go otuliły.
.jpg)
Wydaje mi się, że Marita dobrze wypadła w roli matki tulącej do siebie dziecko a zdjęcia tchną fajnym, ciepłym klimatem troskliwej opieki i miłości...
Na początku żałowałam, że nie trafiły mi się dwa, różniące się kolorem skóry, maluchy, ale w sumie i tak wyszło dobrze. Zawsze przecież mogą "grać" bliźniaki, nieprawdaż?
To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że efekt tej sesji Wam się spodobał.
Marita i ja ślemy Wam serdeczności i bardzo dziękujemy za uwagę.
Kochani, dużo zdrówka dla Wszystkich, odwiedzających mój blog!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz