Powstrzymuję się na razie od kupowania nowych lalek. Jest kilka powodów.
Po pierwsze: nie umiem się rozstać z tymi co mam a pokój swoich rozmiarów nie zwiększa. Niektóre są pochowane w pudłach i to nie jest fajne :-( Na domiar wszystkiego zdaję sobie sprawę, że nie mam czasu zadbać o te, które już posiadam. Rzadziej je przebieram, kąpię, czeszę. Mam wrażenie, że je zaniedbuję.
Po drugie: uświadomiłam sobie, że patrząc na nową lalkę, widzę jej głowę i już myślę skąd wziąć ciałko ruchome, aby ją na nie przesadzić! To, na dodatek, podwaja koszty uzyskania docelowej panny!
Od pewnego czasu mnie to męczy i ... w efekcie rezygnuję z zakupu. Pewnie, że niektóre sztywniary są fantastyczne (mam nawet kilka), ale jestem zafiksowana na artykulacji...nic na to nie poradzę!
Powiem Wam też w sekrecie, że jest jeszcze trzeci powód : Lalki, które są idealne i które bym chciała mieć nie kosztują niestety 20, czy 30zł, czy nawet 100! Muszę więc na razie obejść się smakiem, niestety ;-)
W związku z powyższym dziś przypomną się dziewczyny hybrydy, które mieszkają już u mnie dość długo a rzadko bywają bohaterkami postów :-)
Na pierwszy ogień idzie moja Barbie Look Red Carpet
Pink Gown.
Oczywiście na ciałku Barbie Fashionistas.