Zaplanowana sesja z tą piękną dziewczyną od początku naznaczona była niemałym pechem.
Nie mogłam już dłużej patrzeć na piękną twarz Kassandry umieszczoną na niskawym, dziwnym ciałku. Nawet nóg nie można było w żaden sposób ułożyć, bo od razu miała stopy do środka. Marnowała się dziewczyna, oj marnowała.
Cóż, kiedy odpowiedniego ciałka brak! Aż mnie w końcu olśniło! W pudle wygrzebałam starsze, ale artykułowane body, czekające na lepsze czasy!
Wszystko byłoby ok, gdyby nie maleńki szczegół! Podczas zdejmowania z ciałka główki ukruszyły się dwa spore kawałki szyi! Matko jedyna! Serce mi zabiło mocniej! Może to jakoś jednak skleję?!
Użyłam kropelki i choć pierwsza próba była nieudana, to rano, po powtórnym sklejeniu, wszystko było w porządku. Panna Kassandra założyła suknię, dopasowała kolczyki, na stopy założyła buty, zabezpieczając je bezbarwnymi gumkami i stanęła gotowa do wyjścia!
Aby poczuła się raźniej, zabrałam też Ashę. W obawie o szyję mojej nowej Kassi zapakowałam je najpierw do kartonowego, podłużnego pudła, ale stwierdziłam, że jest za duże i włożyłam je obie delikatnie do mojej dużej torebki, a właściwie torby!