Pisałam już o tym, że zaczynając robótkę nie mam zielonego pojęcia, jak będzie wyglądał efekt końcowy. I wcale nie jest też tak, że zawsze coś wyjdzie interesującego, czym warto pochwalić się na blogu.
W kącie szuflady mam kilka takich rzeczy, które mi nie wyszły i są ... nijakie. Czasami bywa tak, że wykonując jakąś pracę szydełkową nie jestem z niej zadowolona i rzucę ją w kąt, po czym przypadkowe jej ponowne "odkrycie" zainspiruje mnie do wykonania ubranka, które wcześniej zupełnie nie przyszło mi do głowy.Ale dość o tym, lepiej skupić sie na sukni, którą wykonałam ostatnio a dokończyłam właściwie dzisiaj. Ale po kolei...
Sukienka powstała z kordonka merceryzowanego w pięknym, głębokim, zielonym kolorze. Oczami wyobraźni widziałam już w niej którąś z rudych dziewczyn. Wybrana modelka to Ruda Victoria, której odcień ciałka bardzo pasował mi do tej barwy sukienki.
Sukienka na niej dosłownie "błyszczała". Nadarzyła się okazja, aby zabrać Victorię w plener, więc z niej obie skorzystałyśmy. W ostatniej chwili wrzuciłam do torby koszyk plastikowy na kwiaty...
.jpg)



.jpg)