Jakieś 3 tygodnie temu odwiedziłam je jednak, bo miałam trochę czasu i coś mnie kusiło...
Piszę "je", bo tak się złożyło, że w jednym starym budynku "pozakładowym" na każdym piętrze, uruchomił się jeden a na parterze nawet dwa!
Nie trzeba się nabiegać po całym mieście, bo ma się wszystko pod ręką.
Mają do dyspozycji ogromny metraż i zapewniam, że umieją z niego korzystać ;-)
Są tam ogromne ilości towaru i trzeba by przeznaczyć kilka godzin, aby wszystko przejrzeć, albo - po prostu - mieć szczęście!
Z reguły nie robię spektakularnych zakupów, ale tym razem nabyłam za całe 7 złotych ... szafę dla Barbie.
Kiedy niosłam ją do domu sama nie mogłam uwierzyć, że ją kupiłam! Przecież podjęłam stanowczą decyzję, że nie będę kupować mebli ani gadżetów, jeszcze takich dużych!
No ale szafa była.
Stała tak sobie na półce, dziewczyny zerkały to na nią, to na mnie i widziałam, że czekają na moją decyzję "co dalej z tym fantem"?
Szafa sama w sobie była fajna, niezniszczona i tania. Szyby mają delikatny, złoty iskierkowy połysk, co wygląda świetnie!
Myślę, że jest kompletna, choć tak naprawdę nie wiem, czy czegoś brakuje ;-) Wszystko grało oprócz...no właśnie... koloru!
Róż był niemiłosiernie różowy i nawet wytrawnego kolekcjonera by ruszyło. Mnie ruszyło. Poza tym chcę ją wykorzystać do sesji z prezentowaniem ubranek dla lalek a podejrzewam, że to ona by była "gwiazdą" a nie modelki.

Zatem kupiłam w necie farbkę złotą i spray kremowo-beżowy, i ją potraktowałam po swojemu.
Pojechaliśmy do Kończyc, gdzie mam swoje tajemne miejsce i po nałożeniu 3 warstw farby w sprayu czekaliśmy prawie 1,5 godziny, aby trochę podeschło.
Pogoda nie była sprzymierzeńcem, bo po drodze były mgły a wilgotność powietrza z pewnością była bliska 100%.
Prowizoryczny uchwyt sznurkowy umocowany za otwory w szafie, umożliwił nam zabranie jej do samochodu a delikatne z nią obchodzenie pozwoliło na bezpieczny transport do domu.
Na zdjęciu obok:
Szafa po malowaniu a z tyłu fragment Zamku w Kończycach Małych. Wykwintne miała towarzystwo, nieprawdaż? :)))
W mieszkaniu pomalowałam wymontowane elementy, ale te były bardziej wymagające i trzeba było aż 4 cieniutkich warstw farby, aby efekt był zadowalający.
Kiedy szafa wyschła zmontowałam wszystkie części i Ta-Dam!
Oto szafa dla moich lalek w nowej odsłonie...
Pierwsza sesja, wykonana naprędce, już za nami. Mam wielką nadzieję, że nowa garderoba Wam się spodobała. Dziewczyny wykazują zadowolenie a to już coś! :)))
Przy okazji zaprezentowała się Cassandra w nowym komplecie, który mam zamiar opisać wkrótce.
Jest w ofercie mojego sklepu na Etsy - będzie mi miło, jeśli go odwiedzicie :)))
Zapraszam zatem na nowy wpis - życząc zdrówka i wytrwałości w walce z temperaturami, panującymi tego lata :-)








.jpg)

No jakby nie mogli takiej szafy w oryginale stworzyć! Świetna robota!
OdpowiedzUsuńDziękuję ślicznie! Cieszę się, że Ci się podoba :-) Producent nastawia się chyba na róż dla takich typowo dziecięcych gadżetów a szkoda, bo inne kolory też miałyby wzięcie :))) Serdecznie pozdrawiam :)))
UsuńPiękna metamorfoza szafy. Jak się idealnie prezentują modelki na jej tle. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo i cieszę się, że przypadła Ci do gustu. Pozdrawiam serdecznie :-)
UsuńŚwietna szafa wyszła, bardzo naturalnie wygląda :)
OdpowiedzUsuńMiło mi, dziękuję Ci bardzo :)))
Usuń